2 tygodni(e) temu
2 tygodni(e) temu
2 tygodni(e) temu
2 tygodni(e) temu – ostatnio edytowany 2 tygodni(e) temu
2 tygodni(e) temu
2 tygodni(e) temu
– ostatnio edytowany
2 tygodni(e) temu
przez
OleksiiA
No to jest trochę odjechane 😉 słuchawki powodują otyłość i nowotwory - "świetna" teoria 😊 aczkolwiek materiał z którego słuchawki są wykonane faktycznie może mieć wpływ na nasze zdrowie. Np moje poprzednie Budsy Pro pierwszej generacji powodowały i mnie częste zmiany skórne w uchu (lekkie podrażnienia a w konsekwencji zapalenie ucha), sytuacja powtarzała się wielokrotnie aż do zmiany słuchawek na inne. Po zmianie problemu nie ma pomimo że w słuchawkach spędzam bardzo dożo czasu.
2 tygodni(e) temu
– ostatnio edytowany
2 tygodni(e) temu
przez
OleksiiA
Buaahaha ja nie wierzę
2 tygodni(e) temu – ostatnio edytowany 2 tygodni(e) temu
To zamieszczone zdjęcie jest z 60-stronicowego dokumentu informacyjnego
https://arnika.org/en/publications/the-sound-of-contamination
projektu ToxFree LIFE for All. To nie jest fake. Osobiście traktuję to poważnie. Pisałem już na tym forum o tych plastikach i utwardzaczach przy okazji Buds 2. W dokumencie jest mowa o Galaxy Buds3 Pro, bo w momencie testów opisanych w dokumencie (dokument z lutego 2026) nie było jeszcze Buds 4 Pro. Jak widać, ocena części mających kontakt ze skórą jest na żółto, ocena części niedotykających skóry i całkowita jest na czerwono. Mam pewne powody, żeby przypuszczać, że dla Buds 4 Pro jest podobnie. Zaznaczam, że to są tylko i wyłącznie moje własne poglądy. Buds 2 powodowały u mnie wspomniane tutaj w tym wątku podrażnienia i w konsekwencji zapalenia ucha. Po wyleczeniu wystarczyło na 10 minut założyć słuchawki i podrażnienie się powtarzało. Przestałem używać tych słuchawek. W przypadku Buds 4 Pro przez 4 dni używania był spokój, a później zaczęło się to samo. Tak że tych słuchawek też nie mogę używać.
W przypadku Buds 2 było dużo sygnałów o podrażnieniach, jak też o używaniu ich bez żadnych problemów. Prawdopodobnie jest to związane z subiektywną wrażliwością każdego organizmu. Szkoda, że nie są to słuchawki dla każdego, bo podczas tego mojego krótkiego okresu ich używania odniosłem wrażenie, że są bardzo użyteczne.
tydzień temu
tydzień temu
"To nie jest kwestia „wrażliwości”, tylko pakowania syfu w sprzęt za ciężkie pieniądze". Pakowanie syfu w sprzęt to jedna kwestia, a różna wrażliwość na ten ***** u użytkowników to inna kwestia. Nie ma sensu zestawiać tych kwestii w taki sposób. To nie są „słuchawki nie dla każdego” – to produkt, który po prostu może Cię załatwić zdrowotnie. Mówiąc, że to nie są słuchawki dla każdego, nawiązywałem do kwestii różnej wrażliwości. Jeden ma większą odporność na toksyny i wytrzyma dłużej, a inny mniejszą i wytrzyma krócej. Z tego, co niektórzy piszą, wynika, że używają pewnych produktów codziennie przez parę lat i nic im nie jest, a innym wystarczy 10 minut i jest tragedia. Mówiłem o tym, co jest, a nie o tym, co być powinno, czyli że produkty powinny być produkowane tak, żeby nie szkodziły nikomu, a nie tylko niektórym (i to jeszcze niewiadomo dokładnie którym). W tym momencie zamieszczę cytaty z tego dokumentu, które może zachęcą niektórych do zapoznania się z całością.
"Prostota to fundamentalna potrzeba konsumenta. Przeciętny człowiek używa dziennie od 10 do 20 produktów zawierających wyraźne składniki chemiczne. Każdego roku konsumenci podejmują setki innych decyzji dotyczących ubrań, zabawek, mebli, naczyń kuchennych, elektroniki – wszystkich produktów, które zawierają złożone mieszanki chemiczne, ale nie oferują żadnych widocznych informacji na ich temat. W coraz bardziej złożonym świecie obywatele chcą, aby ich życie było prostsze, a nie bardziej skomplikowane. Nie powinniśmy być zobowiązani do przeprowadzania analizy chemicznej za każdym razem, gdy kupujemy słuchawki. Ludzie nie czują się przygotowani do identyfikowania ani oceniania ryzyka chemicznego w produktach, których używają na co dzień; po prostu chcą bezpiecznych produktów."
"Porażka na całym rynku: Marki premium nie dają żadnej gwarancji bezpieczeństwa. Substancje toksyczne, w tym nieuregulowane środki zmniejszające palność, są powszechne na całym rynku, co dowodzi, że cena nie jest wyznacznikiem bezpieczeństwa chemicznego."
"Chociaż słuchawki są niezbędne do komunikacji i rekreacji, stanowią one zaniedbaną ścieżkę narażenia na substancje chemiczne. W ramach międzynarodowej kampanii testowej, finansowanej przez projekt ToxFree Life for All, przeprowadzono rygorystyczną analizę 81 modeli słuchawek na rynku środkowoeuropejskim (Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia i Austria), wraz z mniejszą liczbą próbek zakupionych na popularnych platformach internetowych, takich jak Temu i Shein."
Jeszcze na koniec: "Chyba że jeszcze nikt się nie odważył przebadać produktów z państwowych służb". Jakiś powód takiego stanu rzeczy pewnie istnieje. Co by to dało, gdyby badania wykazały, że wszystko jest szkodliwe?